Dzień 19.
Noleg jak najbardziej ok. Cisza. Spokój. Sielanka. Boczną drogą docieram do głównej 330. Teraz prosto na północ. Widać Pireneje w oddali:
Sabinanigo. Pobocza zastwaione samochodami. Festyn jakiś? Ale tak wcześnie z rana? Kupa policji. Co jest? Wszytsko staje się jasne. Jakiś wyścig kolarski. Na północ w stronę francji korek. Ale wymijam wszystkich motocyklem. Policja co kilka minut przepuszcza samochody. Wyścig kolarski jakiś amatorów. Jadą tą samą drogą co samochody. Więc co jakiś czas wyprzedzam grupki kolarskie:
Malowniczmymi drogami docieram do granicy. Ale lipa. Granica zamknięta. Przez ten wyścig kolarski! Cały ruch kierują na parkingi. Zagaduje do motocyklistów co gadają z policją. 4 GODZINY! Za 4ry godziny otworzą drogę.
Objazd? Nie ma. We Francji chcę dojechać do Lourdes. Lipa na całego. Za dużo gór do pokonania. Jedni motocykliści zawracają. Inni pakują się na parking i idą z tłumem ludzi oglądać wyścig kolarski.
A Ja?
Nie ma nic złego co by na dobre nie wyszło. Spoglądam na piękne góry dookoła siebie. A może zaatakować jakiś szczyt??? Jak się już tu utknęło?
Analiza szczytów dookoła. Najlepiej będzie iść obok wyciągu narciarskiego. Przynajmniej nie zabłądze ;-)
Tankpad na plecy. Butelka wody i trochę żarcia. Mam 4 godziny. Zobaczymy jak poleci. W górę! Im wyżej. Tym ciekawiej. Ostro pod górę bo to stok narciarski. Ale nie pod takie górki się wychodziło. W dole maleńki parking:
I w końcu szczyt. Widoki w DECHę: (przypis: wg google maps 2100 m jak nic ;-)
W każdą stronę świata:
Daleko w dole moja droga:
Bohater na szczycie wszechświata:
Teraz tylko w dół. W połowie zejścia znajduję w ziemi mały statyw fotograficzny. Widać w zimie ktoś zgubił. Schodzę dalej. Jeszcze mocniej patrzę pod nogi. I znajduje w sumie jeszcze 3 euro! Będzie trzy euro do rozwalenia ;-)
Minęły trzy i pół godziny. Ale co widzę. Policja przepuszcza czasem samochody na parking przy granicy. Zbieram się i Ja.
Półkilometra do przodu. Na granicy kupa kawiarni i butików. Auta na poboczu. Nikt nie jedzie. Zagaduje do Francuza. BMW GS 1200. Pancernik. Przechwala się że to niby niezawodne i wogóle. Nic nie dotyka tylko leje paliwo. Ale taka Krowa nie dla mnie. Za ciężka.
Niemcy na motocyklach się niecierpliwią. Co widzę. Omijają korek do granicy.
Może i mi się uda? Przyczepiam się do nich na końcu. Policja nie robi im
problemów. Mijamy samochody na poboczu. Strasznie wolno to idzie. Bo obok
nas przemykają kolarze. Za wąsko. W końcu wybawienie. Auto pomocy technicznej
na sygnale jedzie pomału. Nas motocyklistów mija. Trąbi na samochody na
jezdni i te się zsuwają na pobocze. A my na motocyklach za nim! Jeszcze
za nami kilka samochodów... A reszte przyblokowała policja...
F r a n c j a
Z górki. Ale prędkości zawrotne 15 km/h. Wleczemy się za autem pomocy technicznej. Bo na drodze kolarze i kupa poparkowanych aut... Ale w dół... Najważniejsze...
Droga do Lourdes. Najkrótsza prowadzi przez góry. Podjazdy niemiłosierne. Jest kilka kilometrów dłuższa, bardziej na północy. I tak ją przejade szybciej niż bym miał się wspinać na wielkie przełęcze (1709m i 1474m). Napewno było by ładnie. Decyzja: północ.
Lourdes. Tabliczka wjazdowa do miasta. Polski akcent. Miasto partnerskie CZĘSTOCHOWA. Aż się płakać chce ze wzruszenia.
Lourdes to miejsce pielgrzymkowe. Coś jak nasza Częstochowa właśnie. Ale klimatu zero. Same stragany i tłum ludzi. Jakoś za komercyjnie:
Ludu masa:
Panie Boże dzięki że tyle przejechałem. Błogosław tym co walczą codziennie z kilometrami i śpią po chaszczach...
Na drogę. Nocleg. Mijam Trabes. Noclegu nie widać. Wioski i mieściny. Same pola. Zero zacisznych miejsc. Jest jakiś znak na kemping. Jadę 3 kilometry bocznymi drogami. Nie wiedzieć czemu na wolnych obrotach świeci się kontrolka ładowania! Co jest? Pad prądów?
Na wolnych obrotach przygasa jeden gar. Stanowczo za mało prądu. Wyłanczam światła. Jest lepiej.
Kemping.
- Ile????
- 16,80 euro.
- Nie ma szans niższej ceny dla podróżnika?
- NIe!
Jak nie to nie. No wolny rynek. Przed wyjściem już kilka osób ogląda motocykl z jakimś niedowierzaniem. Zagadał bym z Wami ludzie miło ale muszę nocleg gdzieś znależść.
Nie ma co szukać nolegu przy głównej drodze. Jest na szczycie kawałek lasu przy dziwnej wieży. Teren wygląda ok. Na uboczu trawka pod laskiem. W oddali wieża:
Chmury idą...
Czemu na wolnych obrotach gubi się prąd w motocyklu?
Będzie padać???
Trasa: ? - 330 - Sabinanigo - Lovie-Juzon
- Lourdes - Tarbes - N21 - ?
281 km.
Od domu: 6302 km.