Dzień 1.
7:10
Budzikom z rana śmierć? Nie, nie w takim dniu. Za oknem? Zimno ale pogodnie. Motocykl spakowany dzień wcześniej. Wszytsko czeka. Kurtka. Kask. Kluczyki. Ale nie...Ale nie tak szybko!. Najpierw do ...pracy.
Sobota robocza mija szybko. O 13 fajrant. Teraz tylko do domu... Szybki obiad... I na drogę!
Byle odjechać... Byle wyjechać z garażu na drogę... I lecieć. I lecieć przed siebie... Motocykl wypchany z garażu... Słuchawki z muzyką do kasku. I lecimy...
Ale nie! Ale nie tak szybko! 3 km od domu stop. Zapomniałem, na parapecie w garażu został telefon! No to nawrót. No to wyprawa zaczęła się ciekawie... Jak już na początku trzeba się wrócić... Dobra wróżba to to nie jest... Czy coś pójdzie nie tak? Motocykl w sumie jeździ. Napęd w super kondycji nie jest... Moduł zapłonowy updejtowany w technologii rejli... Lecimy...
Za Żywcem tankuje na stacji paliw przed Węgierską Górką. Zimno. Jesiennie.
Chmury suną po horyznocnie. Dobra pełen bak. Lecimy dalej.. Do granicy
słowackiej rzut beretem... W końcu ma się ekspresówke S69, prawie że cała
wybudowana... Tunel "Laliki" otwarty... Lecimy... Jaki tunel? Tak, My tu
na południu mamy nawet tunel drogowy... Bo polska to dziwny kraj...
Słowacja
Słowacja. Przez wioski przygraniczne pomalutku. Dlaczego? Często się czają milicjanci i czatują na niewninnych Polaków ;-) Zimno! Niby słońce tam czasem przewychodzi zza chmur. Ale zimnawo...
Czadca. Wlatujem na taką prawie ekspresówke. Powyżej 80km/h nie da rady lecieć bo zimno. Trzeba by się zatrzymać i ubrać. Więc pomaleńku. Emerycko. Byle na południe! Na południu musi być cieplej!
Żylina. Dla Słowaków +5 za przelotowe drogi w mieście. Raz, dwa, człowiek za miastem mknie. Zamiast główną E75 na połunie tniemy lokalną 64 (też na południe ;-)
Namiot z lewej strony. W prawej sakwie śpiwór i części przeciwdeszczowca. W tankbagu i kufrze żarcie i narzędzia. Drobnica typu kuchenka gazowa i woda. Na miejscu pasażera dwie karimaty. Czyli lajcikowo. Kufry prototypowe zostały w domu. Jedna sakwa mi wystarcza. Zalety to niewielkie gabaryty. Stelaż pod sakwe i namiot wykonany w technologi rejli - lokalny sklep budowlany i nitownica. Stopowe wiatrowodochrony Tołratecha (blacha+farba czarna+wizja). Z wyposażenia dodatkowego: podgrzewane manetki (dwie żarówki halogenowe w rurce kierownicy G4 12V). Pomocnicza Nawigacja Turystyczna - ręczniak Garmina. Na kołach Mitas E07. Nawigacja podstawowa - kilka stron z drogowego Atlasu Europy 2008.
Jeżeli szukasz czytelniku brawurowej akcji rodem z poprzednich wypraw, to Cię zasmucę. Niudy. Nudy. Nudy. Nie, nie rób specjalnie kawy. Czasy NaczelnegFilozofa i Cezet 350 ADV odeszły. To już zupełnie inna klasa podróży. Tu już nie ma dymu dwusuwu. Tu już nie ma ludzi z wybauszonymi oczyma... Zawituje nam normalność...
Z Żyliny mkniemy na południe. Silnik pyrka. Mówią że silniki Transalpowe pierdzą... Kto to wie?
Droga krajowa 64. Na odcinku kilkunastu kilometrów malowniczo przecina lasy i pasmo górskie. Serpentyny. Nawroty. Latem to napewno lokalna mekka motocyklistów. Ale dziś jest chyba za zimno. Motocyklistów brak.
Prievzda. Novaky. Na skrzyżowaniu jadę w złą stronę. Jakieś dziwne oznakowania słowackie. Włanczamy gps. Oglądamy mapę. I racja. Pojechałbym z złą stronę. Może na starość człowiek mniej czujny?
Plan jest taki. Dojechać do lokalnej drogi 511. Mapa mówi że droga tam idzie w niewielkie pasmo górskie z lasami. W sam raz miejsce na nocleg. Znajdujemy jezioro:
Kiedyś w wyprawie na Ukrainę dane mi było miło nocować nad jakimś słowackim jeziorem. Było bezpiecznie bo byli wędkarze. Ale nad jeziorem w Wielkich Uhercach lipa. Wędkarze są ale brak fajnej miejscówki. Wiec lecimy dalej w stronę lasów...
Pojawiają się lasy i zakręty. Droga pnie się lekko pod górę. Zakręt za zakrętem. Dobra. Trzeba zwolnić do drugiego biegu i wypatrywać dobrego wjazdu w las...
Szybki rekonesans. Droga w las lekko pod górkę. Ale Mitas O7 da radę! Bedzie
nocleg. Las słowacki zimny bo zimny. Ale nawet ujdzie ;-) Namiot... Kolacja...
Kimono...
Trasa: Jeleśnia - Zwardoń - Cadca
- Zilina - Novaky - Wielkie Uherce - 511
189 km.
Całość: 198 km.